warszawa part I




po 7 miałyśmy pociąg do wawki. z rana zaskoczył mnie jakiś ból brzucha, który szybko przeszedł.
2,5 h w pozdróży jakoś nam minęło.
głównym naszym celem było pójscie na dni otwarte do batorego. na jeden metr kwadrtatowy przypada jeden ładny chłopak=80% chłopaków to cuda :D z rynką płakałyśmy, ze w naszej szkole są same szkapy, hihihi. mamy już mnóstwo mężów, także nie wiemy z ktorym się pożegnać raz na zawsze:(
gdyby nie bilet dobowy to wydałybyśmy z 35 zł na same przemieszczanie się po mieście haha. w metrze spotkałyśmy świetnego chłopaka, który wyglądał jak pomieszanie kurta cobaina z mick'em jagerem, ale był SEKSOWNY. do teraz bolą mnie mieśnie brzucha na myśl telefonu pewnej pani, który był pingwinem. nazar mi obrzydała cały czas lizajca się parą po twarzy, fuuu, obiad chybami się cofa, fuuuuuu.
wypad był jak najbardziej udany, zjadłabym więcej lodów, moglabym zjeść cała lodziarnię, a co!
Pocahontas na zawsze!

No comments:

Post a Comment